Dzisiaj jest

wtorek,
23 września 2014

(266. dzień roku)

Święta

św. Pio z Pietrelciny - wspomnienie obowiązkowe

Imieniny:
Bogusława, Tekli

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
25582

Św. Andrzej Bobola

 

Ród Bobolów jest jednym ze starszych rodów szlacheckich w Polsce. W wieku XIII ród ten spotykany jest na Śląsku (Bobolice. Leżą one na linii Wrocław - Kamieniec). W XIV w. wymieniony jest Jakub z Piasków Bobola – właściciel Małych Piasków, Wielkich Piasków, Słupowa, Gadawy, Zagajowa i innych wsi w ziemi sandomierskiej. W XVI w. Bobolowie mieszkają już w różnych miejscowościach Małopolski. Nie należą jednak do najbogatszych. Wielu z nich żyje z dzierżawy różnych majątków. Nazwiska te można spotkać w tamtych czasach w okolicach Sandomierza, Sanoka, Krosna i… Gorlic. Nie wiadomo jednak skąd przybyli jego przodkowie. Jedni podają, że z Czech, inni, że znad Renu, a jeszcze inni twierdzą, że jest to staropolski ród. Pieczętowali się herbem Leliwa, podobnie jak ród Tarnowskich czy Melsztyńskich. Herb ten to księżyc na błękitnym lub czerwonym polu zwrócony rogami do góry, nad nim sześcioramienna gwiazda.

Babka przyszłego świętego pochodziła z rodu Wielopolskich. A ta rodzina jest właścicielem m.in. Kobylanki. W tym kościele można spotkać wiele epitafiów tychże właścicieli Kobylanki.

Żaden z zachowanych dokumentów nie podaje miejsca jego urodzin. Sam Andrzej podaje, że jest „Małopolaninem”. W ostatnich latach zaczęto przychylać się do opinii proboszcza Parafii w Strachocinie k/ Sanoka, że właśnie tam miał się urodzić przyszły święty. Jako dowód podaje się, że miał się on ukazywać po nocach temuż Proboszczowi na plebanii, w pobliżu której znajduje się wzgórek kryjący ruiny dworku, w którym miał się urodzić św. Andrzej. Pokazuje się też chrzcielnicę przy której jakoby miałby być ochrzczonym.

Czy jednak Strachocina jest miejscem jego urodzin?  Również dobrze mógł się urodzić w okolicach Gorlic, bo tu do dziś spotyka się nazwiska Bobolów, a w kościele w Kobylance koło Gorlic znajdują się liczne epitafia rodziny Wielopolskich, właścicieli Kobylanki i innych wiosek. A właśnie babka świętego Andrzeja Boboli pochodziła z rodu Wielopolskich.

Pewnym jest rok urodzenia - 1591. Natomiast nie jest pewnym ani miesiąc, ani tym bardziej dzień. Jest tylko domysłem, że jest nim 30 listopada, gdyż  powszechnym był zwyczaj, że dziecko rodząc się w dniu jakiegoś świętego „przynosiło sobie imię”. A jeżeli jest to Andrzej, więc urodził się w dniu św. Andrzeja – oczywiście Apostoła. Imię Andrzej pochodzi z języka greckiego i znaczy dzielny, mężny.

Już w roku 1606 Andrzej Bobola zostaje oddany do jezuickiej szkoły w Braniewie (Warmia), gdzie kończy pięcioletnią szkołę – odpowiednik dzisiejszej szkoły średniej.

Po jej ukończeniu w wieku 20 lat wstępuje do Zakonu Jezuitów – Towarzystwa Jezusowego. Z tego okresu dochował się jego własnoręczny wpis do księgi tegoż zakonu: „Ja, Andrzej Bobola, Małopolanin, zostałem przypuszczony do pierwszej próby, dnia ostatniego lipca 1611, zdecydowany za pomocą Boga wypełnić wszystko, co mi przedłożono”.

Po ukończeniu nowicjatu w dniu 31 lipca 1613 roku złożył we Wilnie śluby wieczyste proste: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Tutaj też studiuje filozofię. Po ich ukończeniu, jak inni kandydaci do tegoż zakonu, odbywa praktykę nauczycielską. Przez jeden rok uczy gramatyki w Braniewie. Po roku zaś w Pułtusku, gdzie kształciła się młodzież ze znanych rodzin szlacheckich i magnackich, uczy trzecie klasy humanistyczne.

W latach 1618-1622 studiował teologię na Akademii Wileńskiej. Pod koniec studiów jego rodzina stara się, by Andrzej powrócił do Małopolski. Generał wyraził zgodę, ale Andrzej nie wiadomo dlaczego aż do swej śmierci pozostał w prowincji litewskiej.

Święcenia kapłańskie przyjął we Wilnie dnia 12 marca 1622 roku. W tym też dniu w dalekim Rzymie odbywała się kanonizacja świętego Ignacego Loyoli – założyciela Zakonu Jezuitów, św. Franciszka Ksawerego z TJ, św. Teresy od Jezusa i św. Filipa Nereusza.

Przyszły święty nie był świętym od urodzenia. Swoją świętość zdobywał mozolną pracą nad wykorzenieniem własnych wad i rozwijaniem otrzymanych od Boga cnót. Z natury był bardzo żywego usposobienia, lubiącym sobie dogadzać w jedzeniu i piciu, mało opanowanym, a nawet bardzo porywczym, nieskłonnym do posłuszeństwa, mało wytrwałym w postanowieniach, a jednak bardzo upartym przy swoim. Przełożeni wytykali jego wady, ale i podkreślali też jego wytrwałość w zwalczaniu wad i niedoskonałości. Dlatego też ostatni egzamin ze swego życia, jakim była jego męczeńska śmierć, zdał w stopniu chwalebnym. Pięknie opisują jego walkę z własnymi słabościami niektórzy jego biografowie….

Jako kapłan  w roku 1623 zostaje skierowany do Nieświeża jako rektor miejscowego kościoła oraz ludowy misjonarz. W Nieświeżu daje się poznać jako dobry gospodarz odnawiając kościół i dbając o jego piękno. Ogromnie dbały o sprawy materialne bardziej jeszcze dbał o ludzkie dusze. Za jego pobytu w Nieświeżu ogromnie zwiększyła się liczba spowiadających się i przyjmujących Komunię świętą. Było bardzo wiele nawróceń. Prowadził pracę duszpasterską nawet w środowisku lichwiarzy, rozbójników i więźniów. W Nieświeżu prowadził też bursę dla ubogiej młodzieży szlacheckiej. W ciągu zaledwie jednego roku na tej placówce, dokonał bardzo dużo. Dlatego też przeniesiono go do większego środowiska, jakim było Wilno.

We Wilnie pracuje w latach 1624-1630 przy kościele Św. Kazimierza. Tutaj zakłada i prowadzi sodalicję mariańską, która nie ogranicza się tylko do udziału w nabożeństwach, lecz z poświęceniem pracuje po szpitalach i wśród biednych, przytułkach, a nawet więzieniach. Wilno, kilkakrotnie jest łupione i palone przez wojska rosyjskie, których następstwem są też epidemie, z powodu których umiera bardzo wielu nie tylko mieszkańców, ale również śpieszących im z pomocą zakonników. W czasie n.p. drugiej zarazy wymierają wszyscy karmelitanie mieszkający przy kościele św. Teresy. Śmierć zbiera też wielkie żniwo wśród Jezuitów. Andrzej należy do ofiarniejszych spośród śpieszących z pomocą. Prowadząc sodalicję mariańską, nie zaniedbuje kaznodziejstwa należąc do najbardziej porywających kaznodziei, zostaje rektorem kościoła św. Kazimierza, doradcą prepozyta, a ponadto wykłada dorywczo Pismo święte i dogmatykę.

Niezdany po skończeniu studiów egzamin Andrzeja uniemożliwił mu złożenie ślubów tzw. czwartej probacji i zajęcia wyższych stanowisk w tym zakonie. Dopiero po 7 latach po trzeciej probacji, dzięki bardzo gorliwej pracy duszpasterskiej oraz usilnej pracy nad sobą został dopuszczony do złożenia czwartego ślubu szczególnego posłuszeństwa Stolicy Apostolskiej co do misji (za Ewa Śliwowa, Patronowie Polski, Nowy Sącz, 2003, s.178). 

Po złożeniu czwartego ślubu Andrzej zostaje skierowany do Bobrujska, gdzie do pomocy w pracy duszpasterskiej ma 4 księży i jednego brata zakonnego. Tu pracuje 3 lata. Stąd zostaje przeniesiony do Płocka . Jako sławny kaznodzieja zostaje skierowany do Warszawy celem głoszenia kazań wśród posłów na sejm, ale nie zabawia tam zbyt długo. W 1637 znowu jest w Płocku, by wnet znaleźć się w Łomży, gdzie pracuje do roku 1642. W 1643 zostaje znowu przeniesiony do Pińska jako kaznodzieja i kierownik nauk. Rozwija tutaj bardzo gorliwie pracę duszpasterską. Pod wpływem jego kazań wielu prawosławnych przechodzi do Kościoła Rzymskokatolickiego. Niestety zaczyna szwankować jego żelazne dotychczas zdrowie. Przełożeni zadecydowali, że dla ratowania zdrowia winien powrócić do Wilna. Wraca tutaj w roku 1646. W dalszym ciągu kieruje sodalicją mariańską, głosi płomienne kazania, jest doradcą prepozytów (przełożonych zakonnych), miewa wykłady z Pisma świętego. Zdrowie niezbyt się poprawiło. W roku 1652 powraca do Pińska. Stąd czyni „wyprawy misyjne” do odległych wiosek wśród bagien i lasów, pozbawionych niekiedy od dziesiątków lat swych duszpasterzy. Niektórzy z nich zostali wymordowani, inni uciekli przed ciągłymi napadami różnych wojsk czy band zbójeckich. Prowadzi też bardzo gorliwą pracę wśród prawosławnych zakończoną nawróceniem się niekiedy nie tylko poszczególnych osób czy rodzin, ale nawet całych wsi jak Bałandycze i Udrożyn. Zyskuje przydomek „łowca dusz”, „apostoł pińszczyzny”, a przez prawosławnych nazywany jest „duszochwatem”. Ta jego gorliwość, zwłaszcza w nawracaniu prawosławnych, stała się przyczyną jego męczeńskiej śmierci.

Praca kapłańska Andrzeja Boboli przypada na czasy ciągłych wojen. Najpierw wojna kozacka (sławny Bogdan Chmielnicki), ze Szwedami, później najazdy wojsk carskich, którzy kilkakrotnie łupią i palą Wilno i północno-wschodnie tereny ogromnej jeszcze w owych czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów oraz z Rakoczym. Całe wsie zrabowane i spalone przestawały istnieć. Ludność miast zdziesiątkowana wojnami łatwo ulegała częstym w owych czasach zaraźliwym chorobom. Wiele kościołów i cerkwi zostało spalone i zniszczone. Całe wielkie połacie kraju pozostawały często bez kapłanów czy popów. Dla ocalenia życia i możliwości prowadzenia dalszej pracy, księża i zakonnicy chronią się w większych ośrodkach. Są jednak wyjątki. Jednym z nich jest Andrzej Bobola. Nie zraża się trudnościami i nie boi się niebezpieczeństw. Jakby igrał z losem i szukał męczeńskiej śmierci. Wiedział jak bardzo jest znienawidzonym przez tych, którym „wyrywał wiernych”. Wiedział, że jest poszukiwany i jeżeli wpadnie w ich ręce, nie ujdzie z życiem. Chyba, że… przejdzie na prawosławie. A to przecież dla niego niemożliwe.

We wigilię Wniebowstąpienia Pana Jezusa, w dniu 16 maja 1657 roku, w 66 roku życia zostaje schwytany koło Janowa Podlaskiego (nie Lubelskiego!). Już w Peredylu, gdzie został ujęty, zostaje poddany pierwszym męczarniom, by przeszedł na prawosławie. Później przywiązany do konia, wleczony jest kilka kilometrów do „dowództwa”, gdzie zostaje okrutnie zamęczony. Opis Jego męki nie nadaje się tu do opisania. Zbyt nieludzkie to męczarnie… Skonał w rzeźniczej szopie w Janowie Podlaskim, odarty ze skóry, powieszony za nogę, dobity uderzeniem szabli. Nie miał na sobie szat kapłańskich, ale jego krew i odarte ze skóry ciało na kształt ornatu, były ozdobą, w której dokończył ofiary kapłańskiej swego życia. Tak umęczonego ciała nie pokazano młodszym zakonnikom, gdy przerażeni nadejściem polskiego oddziału kozacy uciekli pozostawiając w miejskiej rzeźni swoją ofiarę.

W 1793 roku po zabraniu jezuitom kościoła w Pińsku i oddaniu go prawosławnym, ciało Męczennika przewieziono do Połocka, gdzie były bardzo czczone również przez prawosławnych budząc wielkie niezadowolenie władz carskich. Po zmianach, jakie zaszły w Rosji po Rewolucji Październikowej nienaruszone ciało błog. wówczas jeszcze Andrzeja „zbadano” rzucając nim o ziemię, ale ciało ku zdumieniu komisji nasłanej z Moskwy nie rozsypało się. Dziwną dla nich trwałość ciała przypisano właściwościom ziemi, w której to ciało spoczywało – bagatela - przez 265 lat!!). 20 lipca 1922 ciało zabrano siłą i umieszczono w gmachu Higienicznej Wystawy Ludowego Komisariatu Zdrowia w Moskwie. Bolszewicy nie ustąpili nawet rządowi polskiemu, który starał się o jego wydanie. Udało się to dopiero Papieżowi Piusowi XI, któremu oddano ciało błog. Andrzeja w podziękowaniu za pomoc, jakiej ten Papież udzielił wygłodzonemu po Wielkiej Rewolucji Związkowi Radzieckiemu. Ciało było przechowywane najpierw w kaplicy św. Matyldy na Watykanie, a w następnym roku znalazło się w jezuickim kościele Il Jesu w pobliżu Watykanu. 

W uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego 1938 roku odbyła się na Watykanie wielka uroczystość kanonizacji znanego już wówczas w całym świecie męczennika Św. Andrzeja Boboli. Z samej Polski przybyło ok. 6 tys. Polaków. Tak wspaniałej uroczystości kanonizacyjnej Rzym nie oglądał od dawna. W wielkim tryumfie Ciało św. Andrzeja Boboli ubrane w szaty kapłańskie, umieszczone w szklanej trumnie wracało przez Słowenie (Lublanke), Budapeszt, Bratysławę, Morawską Ostrawę, Zebrzydowice, Kraków, Poznań i dojechało do Warszawy witane wszędzie przez tysiące wiernych i delegacje kościelne i rządowe… Tu spoczęły na ul. Rakowieckiej. Ale nie był to koniec wędrówki Męczennika. Przenoszone było wielokrotnie pod gradem kul w czasie Powstania warszawskiego, a teraz spoczywa w poświęconej przez ks. Prymasa Józefa Glempa bazylice św. Andrzeja Boboli w Warszawie przy tejże ulicy. Cząstki Jego Ciała – relikwie – znajdują się chyba w setkach, jeżeli nie tysiącach miejsc nie tylko Polski. Jego ramię znajduje się jeszcze w Rzymie. Relikwia z jego żebra znajduje się w kościele św. Andrzeja Boboli w Gorlicach, w kościele, którego on jest Patronem. Tu 16-tego dnia każdego miesiąca modlimy się przed jego obrazem w intencjach Ojczyzny, poprzednio w intencjach Ojca św. Jana Pawła II, a teraz o Jego beatyfikację i kanonizację oraz zebranych. Odpust ku jego czci obchodzony jest obecnie w III niedzielę maja.

Jeszcze w okresie międzywojennym, a nawet wcześniej był czczony jako Patron Polski, co zresztą sam Męczennik przepowiedział. Oficjalnie drugorzędnym Patronem Polski został ogłoszony w roku 2002.

Warto czcić tego Świętego i prosić go o wstawiennictwo u Boga. Wielu, bardzo wielu, wiele Mu zawdzięcza. Ale by otrzymać, trzeba prosić, stosownie do słów Chrystusa, który zapewnił: ”Proście, a otrzymacie…” a „nie otrzymujecie, bo się nie modlicie”….


 

 

 

 

Dlaczego św. Andrzej Bobola jest patronem parafii i kościoła w Gorlicach?

ks. Prałat Andrzej Mucha

 


          W czasie mojej rozmowy z księdzem biskupem Jerzym Ablewiczem w dniu 11 czerwca 1983 roku na temat organizowania parafii w Gorlicach, zapytałem się, czy parafia, którą mam tam organizować ma już swego Patrona. Odpowiedział, że nie. Ale albo nie wiedział, albo sobie zapomniał. Gdy bowiem dwie godziny później zjawiłem sie w Gorlicach, by na miejscu przekonać sie o możliwościach organizowania parafii i budowy koscioła,  kamieniarze obrabiali węgielny kamień, który  dniu 26.06.1983 r. miał poświęcić Ojciec Święty na Błoniach Krakowskich. Już były wykute litery. Kościół miał być pod wezwaniem… Św. Maksymiliana Kolbe… Ale ponieważ Ksiądz biskup powiedział, że jeszcze nie ma Patrona, zapytałem, czy ja mogę go poddać. „Jak najbardziej tobie wypada go obrać, jako organizującemu parafię” – odpowiedział ksiądz Biskup Jerzy. Odpowiedziałem, że ja bym proponował św. Andrzeja Bobolę, gdyż:

 

     1. jest to wielki święty, a dotychczas mało czczony w Polsce, a nawet jego nabożeństwo mało jest propagowane przez jego współbraci zakonnych, gdyż był to święty bardzo „niemiły” naszemu „wielkiemu bratu” ze wschodu, a nawet niezrozumiały przez współbraci, stąd niewygodny….

     2. był ogromnie gorliwym i pracował w bardzo trudnych czasach wśród ludności bardzo podzielonej religijnie i narodowościowo… Coś z takich warunków jest i w samych Gorlicach….

     3. wprawdzie Strachocina przypisuje sobie przywilej narodzin u nich Świętego Andrzeja, ale Gorlice mają nie mniej powodów, by twierdzić, że przynajmniej równie dobrze mógł się urodzić właśnie na Gorlickiej Ziemi – piękniejszej niż sanocka… Wprawdzie nie ukazuje się proboszczowi po nocach, ale nie pozwalał też o sobie zapomnieć. I dlatego ma tutaj kościół pod Jego wezwaniem, chociaż bez chrzcielnicy…

     4. mam wielki sentyment do mego Patrona od najmłodszych lat. Imponował mi zawsze ogromną stanowczością, pracowitością i walką ze swymi wadami. A już nigdy nie mogłem nadziwić się jego stałości w straszliwych torturach. Mam jakieś zobowiązania wobec mego Patrona. Mogę mu okazać mój szacunek i wdzięczność, oraz… zachwyt budując kościół pod Jego wezwaniem i tworząc taką parafię.

 

          Ksiądz Biskup był ogromnie rad z wyboru. Odpowiedział, że i on sam jest wielkim jego czcicielem, bo św. Andrzej Bobola jest jego patronem od bierzmowania. Bierzmowanie bowiem przyjmował już jako kleryk i to w czasie kanonizacji św. Andrzeja Boboli. Też go zawsze podziwiał i uważa, że właśnie on najbardziej nadaje się na Patrona tej parafii Gorlickiej….. A do tego dodał „św. Andrzej Bobola nie ma w mojej diecezji uczciwego kościoła. Będzie go miał”…. Ma teraz, ale nie diecezja tarnowska, lecz rzeszowska, która ma też drugi kościół św. Andrzeja Boboli na swym terenie w Nawsiu Górnym, odłączonym od parafii w Wielopolu Skrzyńskim. Ksiądz prałat Julian Śmietana długoletni proboszcz i dziekan w Wielopolu też bardzo czcił św. Andrzeja Bobolę i brał udział w uroczystościach jego kanonizacji w Rzymie i stamtąd przywiózł jego obraz, który wisiał w kościele wielopolskim i zawsze mnie intrygował. W czasie wojny podmuch pocisku zrzucił go na ziemię, ale szyba w nim nie pękła. Co też było jakimś znakiem… Gdy więc budowano kościół w Nawsiu i tam tworzono parafię, jej patronem został też św. Andrzej Bobola…. A więc jego jakieś „narodzenie” dokonało się w…. Wielopolu….

          Nasz parafialny malarz - Michał Wachowski - namalował dla prowizorycznej kaplicy jeszcze w roku 1984 obraz św. Andrzeja Boboli. Przyniósł go dosłownie na kilka minut przed rozpoczęciem Maszy św. na poświęcenie kaplicy. Wcześniej namalowany taki sam obraz podarowaliśmy Księdzu Biskupowi jako pamiątkę z naszego poświęcenia. Był to obraz w formie „portretu”, ale bardzo wymowny.

          Do kościoła jednak był za mały. Trzeba było wymalować nowy. Nie chciałem, by był powtórzeniem któregoś ze znanych obrazów.. Chciałem, by mocno była zaznaczona jego męczeńska śmierć, gdzie zamiast kapłańskich szat, jest krew płynąca z odartego ze skóry na kształt ornatu ciała. By też były zaznaczone czasy wojen i pożarów…. Czy coś z tego znalazło się w tym obrazie, który znalazł się w kościele Św. Andrzeja Boboli w Gorlicach?

 

Literatura: ks. Jan Poplatek, Błogosławiony Andrzej Bobola, Kraków 1936, Dzieło zbiorowe pod redakcją O. Romualda Gustawa OFM, Hagiografia Polska, Księgarnia Św. Wojciecha 1971 Zofia Śliwowa, Patronowie Polski, Wydawnictwo Promyczek Nowy Sącz.